W wielu szkołach duchowych mówi się o właściwościach serca, a jedną z centralnych właściwości serca jest miłująca dobroć. Różne ścieżki medytacyjne definiują ją nieco inaczej, np. u Buddy jest to uczucie porównywalne do “miłości matki do jedynego syna”, w Jogasutrach Patańdźalego – bardziej postawa przyjaźni, a dla sufich – definiując tu za moim mężem Maćkiem Wielobobem – miłująca dobroć jest po prostu miłością, która wyraża się poprzez właściwości serca (a więc przez przyjaźń, akceptację, życzliwość, współczucie, szczodrość, cierpliwość itp.).

Jeśli chcemy faktycznie rozwijać tę szczególną właściwość w naszym sercu – wówczas musimy praktycznie wdrożyć ją w nasze życie, np. w relacje z naszymi bliskimi.

Kultywowanie miłującej dobroci w kontekście rodzicielstwa lub partnerstwa ma ogromne znaczenie dla nas, ale również dla naszych bliskich. Stosunkowo łatwo nam być przyjacielsko lub życzliwie nastawionym do dziecka czy partnera, kiedy mamy dobry dzień – jesteśmy wyspani, pogoda za oknem akurat trafiła w nasze potrzeby, latorośl ma dobry humor, wszyscy ze wszystkimi się zgadzają. W takiej sytuacji nawet kiedy pojawiają się nieporozumienia – okazywanie miłości, szacunku, życzliwości i zrozumienia dla innych jest w miarę łatwe.

Trudność pojawia się, gdy wszystko wokół się jakby sprzysięgło się przeciw nam – przynajmniej takie odnosimy wrażenie – mamy za dużo pracy, za mało czasu dla siebie, wokół chaos i krzyki, dziecko ma humory, a partner czy partnerka ma mniej cierpliwości niż zwykle. Łatwo wtedy o konflikt, a awantura przybiera rozmiary tajfuna – no i zapominamy wtedy, że nasi bliscy są nadal miłością naszego życia, zapominamy o miłującej dobroci, zatracamy się w chaosie.

Każdy na swój sposób radzi sobie ze stresem. Myślę, że wiele osób podobnie jak ja reagowało (lub nadal reaguje na stres) mechanizmem odcięcia się od ciała. Tak sama robiłam w przeszłości w trudnych chwilach… Ciach! I nagle mnie nie było. Nie było kochającej matki, żony, przyjaciółki – była Agnieszka działająca z perspektywy dawnego skrzywdzenia, strachu. Odcinając się od ciała, traciłam kontakt z wszystkimi pozytywnymi wrażeniami płynącymi z ciała – z miłością do bliskich, z poczuciem ciepła w brzuchu, kiedy czułam się przy nich bezpieczna, z radością ogarniającą moje ciało, kiedy wspólnie z partnerem śmialiśmy się do łez. W ten sposób, odcinając się od ciała – odcinałam się od serca.

Kiedyś myślałam, że medytowanie sprawia, że jestem spokojniejsza, że mam lepszy osąd sytuacji, że umiem załagodzić trudne sytuacje itp. Nie do końca. Tak naprawdę medytacja pomogła mi nawiązać kontakt z ciałem i z wrażeniami płynącymi z ciała (emocje, uczucia, inne wrażenia) oraz zachować ten kontakt. Będąc w kontakcie z ciałem mam dostęp do właściwości serca, do miłującej dobroci, do moich uczuć. I to osadzenie w ciele pomaga mi świadomie podejmować decyzje, kiedy mam trudną rozmowę z partnerem, i nie podążać za pierwszym impulsem. To osadzenie w ciele pomaga pamiętać jaki naprawdę jest mój syn czy mąż, kiedy nie możemy się porozumieć. W ten sposób dzięki medytacji pamiętam, jaka jestem naprawdę.

To nie jest łatwe pozostawać w kontakcie ze sobą, kiedy targają nami emocje. Ale próba zauważenia tego mechanizmu i stopniowego działania odwrotnie niż podpowiada nam – jak to nazywają sufi – nafs (“niższe ja”) jest pracą, którą musimy wykonać sami. Powrót do poziomu serca może nastąpić jedynie poprzez ponowne nawiązanie kontaktu z ciałem, przez powrót do czucia. A wtedy pełne ciepła i miłości relacje z drugim człowiekiem będą na wyciągnięcie ręki.

Zapisz się na mój newsletter o jodze i aujrwedzie, którym wysyłam ciekawe materiały i informacje o moich inicjatywach. Bądźmy w kontakcie!

Pełną politykę prywatności Pracowni Jogi Macieja Wieloboba, która jest administratorem danych, przeczytasz tutaj.

You have Successfully Subscribed!